Przejdź do głównej zawartości

Posty

Dwa plus trzy, czyli o tym jak radzimy sobie z Trójką.

        Wszystko zaczęło się od tego, że Syn Najstarszy obciął Córce Średniej włosy. Całe szczęście, ich i moje, że zauważyłam to w czasie kolacji, siedząc z nimi przy stole, w całkiem dobrym nastroju. Dopiero później odkryłam bujne kępy włosów poupychane w różnych kątach w dziecięcym pokoju. Przecież musieli coś z nimi zrobić, prawda? Przez następne tygodnie musiałam wszystkim babciom, znajomym, paniom w przedszkolu tłumaczyć dlaczego obcięliśmy Średniej "te piękne loki". Kiedy w rozmowie z jedną z pań powiedziałam: "to dopiero początek, ciekawe, co jeszcze wymyślą", usłyszałam nagle swoje słowa i poczułam coś pomiędzy przerażeniem i zabawnym przeświadczeniem, że oto nasze życie staje się pasmem nieprzewidywalnych zdarzeń. No bo przecież to tylko najstarsza dwójka zaczęła wcielać w życie swoje odważne pomysły, a co z Najmłodszą? Ledwie zaczęła chodzić, przed nią milion inspiracji zaczerpniętych z książek, bajek i z obserwacji starszego rodzeństwa, któr...

Pomaganie daje moc?

Znajomi zorganizowali Wigilię dla osób bezdomnych. Robią to co roku, znają tych ludzi, spotykają się z nimi od lat, zanosząc im kawę, kanapki i rozmawiając na ulicy. W tym roku poprosili o pomoc w przygotowaniach, bo myśleli, że zabrakło rąk do pracy (jak się później okazało nagle pojawiła się rzesza wolontariuszy "nie wiadomo skąd"), a ja miałam wielką potrzebę wyjścia w tym świątecznym zamieszaniu poza własne cztery ściany, więc poszłam tam z moją Trójcą, kiedy M. był jeszcze w pracy.  Wiedziałam, że dzieciom spodoba się pomysł wspólnego wyjścia w jakieś nieznane miejsce i miałam nadzieję, że zechcą trochę pomóc. No i miałam rację, Wszyscy współpracowali: Córka Najmłodsza zasnęła, żeby się nie plątać między nogami, Starszaki włączyły się w przygotowania kiedy tylko przekroczyliśmy próg salki, w której odbywała się Wigilia. Na pewno poczuli się ważni, wśród dorosłych, którzy robią coś razem, oni, mali, mają do wykonania ważne zadania. Bez słowa narzekania, z pełnym z...

Karmię i będę karmić ile zechcę!

Dzisiaj się zdenerwowałam. Wytrzymywałam dość długo bez unoszenia się, co w moim przypadku nie jest takie proste ;-) Jednak po dzisiejszej wizycie u pediatry muszę zabrać głos, Głos w obronie własnej, ale również "odezwę do ludu", ponieważ ogarnia mnie czasem przekonanie, że w naszym kraju świadomość znaczenia karmienia piersią ma się coraz lepiej, ale co jakiś czas zderzam się z brutalną rzeczywistością, która otwiera mi oczy na to jak bardzo się mylę. Tak było i dziś, po raz kolejny.  Córka Najmłodsza jest chora (podobnie jak Córka Średnia i Syn Najstarszy), od dwóch dni nic nie je, płacze, gorączkuje, jedyne, co może ją ukoić i pocieszyć to moja pierś. Nie jest to wcale łatwa sytuacja, ponieważ sama jestem chora, słaba i obolała, marzę o odpoczynku, ale wiem jak ważne dla tego Małego Człowieka jest poczucie bezpieczeństwa i ulga, jaką przynosi jej moja bliskość, a ponadto składniki mleka mamy zawierają cały szereg witamin, minerałów i dodatkowo przeciwciał, pomaga...

Dziekuję Bogu, że dziś, to nie był Nasz Dzień.

Późna godzina. Z myślą o tym, że jutro znów trzeba bardzo wcześnie wstać, ogarnąć całą trójkę i biegać między szkołą, przedszkolem, domem, sklepem, rozbierać, ubierać, kurtki, czapki, szybko, szybko, żeby zdążyć... Bardzo późna godzina. A Najmłodsza Córka nie śpi. A ja się złoszczę. Nie mam już do niej cierpliwości. Od godziny czekam na tę moją, własną, krótką, ale potrzebną chwilę świętego spokoju, zanim padnę ze zmęczenia. A jeszcze dom do ogarnięcia, mejle do wysłania, ubrania do naszykowania. Dla całej Trójki, oczywiście. Głowa boli, rośnie napięcie między mną i M. Przecież oboje jesteśmy zmęczeni, on też chce usiąść. Sam, w ciszy i spokoju. Mnie to nie obchodzi, bo przecież spędziłam z dziećmi cały dzień. Z ich jękami, narzekaniami, protestami, walkami o prace domowe, bitwami i kłótniami. Oprócz godziny na zegarze, nic się nie zmienia. Jest coraz później, a ona nadal nie śpi... moja złość rośnie. Mam dość. Resztką sił powstrzymuję się od okazania Najmłodszej jak bardzo mam ...

"Oswoić Poród" subiektywna relacja ze spotkania :-)

Relacja obiektywna, napisana przez Annę Sornek, autorkę bloga Bubinkowo , pojawi się w grudniowym numerze "Kwartalnika Laktacyjnego". Tutaj piszę subiektywnie, o własnych spostrzeżeniach i przemyśleniach. Przede wszystkim, chciałam serdecznie podziękować wszystkim obecnym za przybycie! Robimy te spotkania dla Was, po to, by wzrastała Wasza świadomość tego, co dzieję się z kobiecym ciałem w czasie porodu, po to, by tych pozytywnych, dobrych doświadczeń było coraz więcej. Dlatego cieszy nas liczna frekwencja i Wasze zaangażowanie. Żeby napisać o samym spotkaniu, muszę najpierw wyznać, że po trudnej, przeleżanej ciąży, powrót do tematów okołoporodowych, był dla mnie znacznie trudniejszy, niż ponowne zaangażowanie w pracę Doradcy Noszenia. Jednocześnie, bardzo się cieszę, że znów mam okazję prowadzić spotkania dotyczące porodu, tym bardziej, że widzę jak wiele pracy w tym temacie, jest wciąż do wykonania. Nadal wiele osób obawia się porodu, głównie dlatego, ...

Po co tańczyć salsę?

Taniec z dzieckiem w chuście staje się coraz bardziej popularny. Widzę w informacjach z innych miast, że to tu, to tam, ruszają zajęcia z cyklu: "taniec z dzieckiem w chuście". Jakiś czas temu miałam dość sceptyczne podejście do tematu. Może nie powinnam się do tego przyznawać, jako propagatorka idei chustonoszenia, ale, mimo wszystko, chustotańczenie przekonywało mnie jedynie w wykonaniu innych mam. Zmiana nastąpiła zeszłej wiosny, kiedy spotkałam się Mariolą. Wtedy ona, w zaawansowanej ciąży i pełna energii, opowiedziała mi o pomyśle na zajęcia "Zaplątanej Cubany" (klik) . Nie wiem czy to przez entuzjazm jakim tryskała Mariola, czy dzięki filmikowi, na którym tańczyła z wielkim brzuchem do kubańskich rytmów, ale pomyślałam, że salsa w chuście to coś więcej, niż jakiś tam, taniec! Parę tygodni później byłam już z Córką Najmłodszą na pierwszych pokazowych zajęciach Zaplątanej Cubany w katowickim klubie B-Fit. Weszłam na salę z pewną nieśmiałością, ale kiedy tylk...

Oswoić poród - warsztaty dla przyszłych rodziców

Ostatnio tutaj oraz na facebooku  dużo działo się chustowo i okołodzieciowo. Słowem, wróciłam do chustowej aktywności na pełne obroty. Znów jestem świadkiem moich ulubionych momentów, kiedy noworodek zasypia na mamie, a ona ma dwie wole ręce, albo kiedy tata odkrywa bliskość jaką daje mu chusta :-) Nadeszła też pora na powrót do spraw okołoporodowych. Nareszcie! Spotykając się ze świeżo upieczonymi rodzicami często rozmawiamy o porodzie, o tym jaki był naprawdę, a jakie były oczekiwania, o opiece w trakcie i tuż po porodzie, o emocjach, o konsekwencjach... Wiele z tych rozmów jest bardzo radosnych, pozytywnych, ale równie wiele z nich ukazuje potrzebę bardzo szeroko rozumianej edukacji okołoporodowej. Szkoła rodzenia to świetny początek, jednak wielu tematów nie sposób tam poruszyć. Czasem musimy przyjrzeć się naszym wyobrażeniom o porodzie, czasem usiąść na dłuższą rozmowę z partnerem, żeby dowiedzieć się jak każde z nas wyobraża sobie siebie w czasie porodu, czasem mus...